Nowa Stepnica

Wolne Forum mieszkańców Gminy Stepnica

Z pamiętnika pułkownika cz. 11 „Szkolenia”

 

“Wszystkie wydarzenia i postaci przedstawione w tym opowiadaniu są fikcyjne. Wszelkie podobieństwa do rzeczywistości są przypadkowe i niezamierzone.”

 

Gdzieś w odległej jednostce na rozstaju Starego z Nowym pułkownik Dzik wygodnie rozsiadł się w swoim służbowym fotelu i wolno popijał zaparzoną przez plutonową Budzyńską herbatkę ziołową. Leniwym wzrokiem spoglądał na widok za oknem jego gabinetu, którego w żaden sposób nie psuły już drzewa swą irytującą zielenią. Sielankę pułkownika przerwał dzwonek telefonu.

– Co tam? – mruknął do słuchawki.

Zapadła długa cisza przerywana jedynie odgłosami sapania, co do powodów którego Dzik zaczął mieć już podejrzenia. Wreszcie usłyszał histeryczny głos starszej sierżant Oburzewskiej.

-Panie pułkowniku, ratuje pan!!

-Nie drzyjcie sie Oburzewska tylko mówcie o co chodzi!

-No żołnierze chcą jakieś protesty robić! Że niby my ich słabo szkolimy i nie mogą nigdzie awansu dostać, bo wszystkie egzaminy oblewają i że likwidujemy im naukę alfabetu morsa. Ja… Ja nie wiem co robić!

-Uspokujcie się Oburzewska! Zorganizujcie spotkanie z żołnierzami w kantynie garnizonowej i  powiadomcie starszą sierżant Stolnicką, sierżant  Nizińską powiadomię sam. Jak najwięcej naszych, żeby sztuczny tłum robili!

-Tak jest Panie pułkowniku! W panu i Marksie cała nadzieja! Czuwaj!

 

******

Starsza sierżant Oburzewska było osobą o raczej męskiej posturze, donośnym głosie i osobliwym podejściu do damskiej mody. Jej największym utrapieniem były jednak włosy. Choćby użyła ilości lakierów i żeli pozwalającej włosami zastąpić hełm, na trasie dom-gdziekolwiek jej stylizacja ulegała jakiejść magicznej transformacji. Coś, co wcześniej odważni mogliby nazwać nawet fryzurą, bo wyjściu Oburzewskiej z domu zawsze złośliwie przypominało mopa po spotkaniu z huraganem.

W jednostce st. sierżant Oburzewska z koleżanką Stolnicką prowadziły dwa ośrodki szkoleniowe. Z marnymi raczej rezutatami ale ceniącemu lojalność pułkownikowi na wynikach nie zależało, więc symbioza pań z dowódcą trwała od lat w najlepsze. Coraz większym jednak problemem Oburzewskiej (poza fryzurą) stawali się żołnierze. W jednostce  głośniej i śmielej mówiono o konieczności zdymisjonowania obu starszych sierżant z powodu ich niekompetencji.

Sama niekompetencja w obu przypadkach była oczywista od lat, jednak do tej pory to w żaden sposób nie zagrażało ich pozycji, bowiem akurat kompetencji pułkownik u podwładnych zbytnio nie cenił. Teraz jednak sytuacja wyglądała poważniej niż zwykle. I to nawet nie dlatego, że do akcji wkroczyła Dręczyc.  Nad jednostką zawisło widmo buntu. I wszystko tylko dlatego, że żołnierzom z dwóch jednostek łaczności zlikwidowali naukę alfabetu morsa. Takich powodów niezadowolenia  ani Oburzewska ani Stolnicka nie były w stanie pojąć.

******

Sala klubu garnizonowego była wypełniona po brzegi. Zewsząd dochodziły głosy ożywionych rozmów. Na widok Oburzewskiej, Stolnickiej, Nizińskiej  i Dzika na moment zapadła cisza a po chwili słychać było pomruki niezadowolenia. Bojowa atmosfera unosiła się nad głowami zebranych. Pułkownik nadrabiał miną ale nie było mu do śmiechu, Oburzewska, Nizińska  i Stolnicka z trudem kryły zdenerwowanie. Wreszcie Dzik zasiadł za stołem, objął salę wzrokiem i głośniej niż zamierzał wyrzucił z siebie:

-Spocząć!! Ponoć macie jakieś wątpliwości co do decyzji o rezygnacji z nauczania alfabetu morsa. Musicie zrozumieć sytuację jednostki i że to wszystko dla waszego dobra! Musimy ciąć koszty. Nie mogliśmy podjąć innej decyzji!

– To zrezygnujcie ze szkoleń z  szydełkowania i haftu łowickiego! W wojsku nam nie są potrzebne, to nie koło gospodyń wiejskich! -krzyknął ktoś z sali.

-Nie ma mowy! – histerczynie wrzasnęła Oburzewska – na te szkolenia dostaliśmy pieniądze z Moskwy… Eeee… to jest z Układu Warszawskiego  i muszą być! Na alfabet morsa zabrakło i tego Układ nie dofinansowuje…

– Szydełkowanie i haftowanie to znane na całym świecie metody uspokajania żołnierzy po traumatycznych przeżyciach wojennych. Ponoć towarzysz Putin szydełkuje namiętnie co wieczór. Od przyjaciół z Moskwy wiem, że nawet wystawę jego serwetek obiadowych w Ermitażu szykują. To bardzo ważne i potrzebne szkolenia – szybko dodała młodsza sierżant Nizińska, której pułkownik nadał przed laty pseudonim operacyjny TW Koordynator.

– Ja bardzo przepraszam ale na wojnie to my musimy wiedzieć jak się kontaktować! Mamy sobie rozkazy haftować ?!! – nie wytrzymała Dręczyc, na której wspomnienie o Wołodii Putinie jakoś wrażenia nie robiło i  której nikła tolerancja na bzdury była powszechnie znana.

– No ale nie ma wojny – niemal trzeźwo zauważyła Nizińska.

Oburzewska przezornie postanowiła milczeć od momentu pojawienia się Dręczyc. Przez zdenerwowanie miała problemy z zauważaniem już czegokolwiek a w takich sytuacjach lepiej było się do Dręczyc nie odzywać.

– Nie ma. Ale wojsko jest właśnie po to by reagować w razie takiego zagrożenia. My jesteśmy jednostką łącznościową i jak mamy się komunikować? Mamy puszczać sobie znaki dymne, wysyłać gołębie pocztowe czy też dąć w trąby??!! – spytała zniecierpliwona Dręczyc

– W sumie te gołębie to nie głupie… – zaczął Dzik ale przerwał zobaczywszy wyraz twarzy Dręczyc.

– Dostaliśmy, dzięki wielkiemu zaangażowaniu i znajomościom pana pułkownika, pieniądze z Układu Warszawskiego na szydełkowanie i haft łowicki. Taka okazja to szansa dla każdego żołnierza na podniesienie swoich kwalifikacji. A i żony się ucieszą jak małżonek z poligonu komplet serwetek obiadowych do domu przywiezie…

– A co powiedzą żony jak małżonkowie z wojny nie wrócą bo im gołębie padną, ognisko do znaków dymnych wygaśnie a trąby zagłuszą lecące w ich kierunku pociski i rozkazu odwrotu nie dostaną? O tym też pomyśleliście?! –  irytacja Dręczyc zdawała się się sięgać zenitu.

 Nizińska postanowiła jednak się nie poddawać. Walczyła w końcu o swoje. Ze środków z Moskwy na szkolenia przypadała jej spora sumka a Nizińska nie lubiła rezygnować z takich okazji. Dla pieniędzy była zdolna nawet ograniczyć swoje wybujałe ego i mówić ludzkim głosem do Dręczyc.

-Oj tam! Szeregowa straszy jak zawsze! W Afganistanie daliśmy radę machając chorągiewkami…

– Bo tam zakwaterowali nas na lotnisku wojskowym i dawaliśmy znaki lądującym pilotom! Czy pani sierżant wie w ogóle o czym mówi??!

-Szeregowa to się zawsze nieistotnych szczegółów czepia! – Dzik postanowił przyjść z odsieczą zamarłej nagle w bezruchu Nizińskiej – Jak dało radę na lotnisku to i w terenie da! Nie szukajcie problemów Dręczyc. A w ogóle to już wystarczy tych jałowych dyskusji! Rozkaz jest rozkaz! Jak wam tak źle bez tego morsa to złapcie jutro parę gołębi i zacznijcie je szkolić. A teraz rozejść się!

 

Na sali zapadła cisza jak makiem zasiał. Ostatnio tak cicho w klubie garnizonowym było kiedy major Stolnicki, dla przyjaciół TW Rico,  wywinął orła próbując skok ze stolika po paru głębszych telemarkiem uwieńczyć. Dobre dwie minuty powietrza w płuca nie mógł złapać, tylko jego oczy jakby pozaziemskich orbit szukały. Cudownie ożył dopiero jak podpułkownik Ruda zapronowała wtłocznie mu powietrza do płuc metodą usta-usta. Tamta cisza jednak była inna. Jakby mniej złowroga.

Żołnierze zaczęli się rozchodzić ale wyraz ich twarzy pokazywał wyraźnie, że to nie koniec sprawy.

                                                                                ******

Po powrocie do domu pułkownik rozsiadł się wygodnie w swoim fotelu i napełnił  szklankę  płynem do złudzenia przypominającym wodę mineralną. W tle słychać było koncert Ałły Pugaczowej  a na wiszących na ścianach portretach Stalina, Marksa i Dzierżyńskiego  tańczyły refleksy kominkowego ognia. Nastrój Dzika był jednak daleki od idyllicznego, nawet mimo tej uspokajającej scenerii. Czuł, że coś się zmieniło ale nie potrafił do końca określić co dokładnie i jak bardzo. I ta niewiedza nie dawała mu spokoju. Postanowił, że musi z Chlebowską i Rudą ustalić plan działania. Ale to dopiero jutro. Teraz dolał do szklanki płynu do złudzenia przypominającego wodę mineralną i pomyśłał z rozrzewnieniem:

– Kiedyś to były czasy. Niepokornych pałą i za wschodnią granicę.

CDN….

5 komentarzy

  1. Oburzewską to wczoraj widziałam jak do domu wracala. Fryzura jak w opisie: ” Coś, co wcześniej odważni mogliby nazwać nawet fryzurą, bo wyjściu Oburzewskiej z domu zawsze złośliwie przypominało mopa po spotkaniu z huraganem” 🙂 🙂 🙂

    Debata, kontrowersyjne Dobre 5 Słabe 10

  2. W samo sedno!
    Ubawiłam się po pachy!

    Najlepsze: Dobre 6 Słabe 1

  3. Oj Adam, coś obniżyłeś loty…

    Debata, kontrowersyjne Dobre 0 Słabe 5

  4. Kocham Andrzeja. On taki męski.

    Najlepsze: Dobre 6 Słabe 0

  5. Czas stoi w miejscu czy co?? Czy ja czegoś nie ogarniam !
    Głosujcie na komitet wyborczy Andrzeja Wyganowskiego .BY ŻYŁO SIĘ IM JESZCZE LEPIEJ!

    Najlepsze: Dobre 11 Słabe 4

Dodaj komentarz

Optionally add an image (JPEG only)